18 paź 2013

MEGA wyzwanie FOTO - temat 12 - EKO

Temat na najbliższy tydzień to "EKO"
Przypominam, że zasady i wszelkie szczegóły dotyczące całego wyzwania znajdują się tutaj.

Co to dla was znaczy być eko?
Moja definicja: Zdrowo dla siebie, z szacunkiem dla otoczenia!
Mi na tym zawsze bardzo zależało, aby żyć w sposób ekologiczny, mam wrażenie że ten stan się u mnie wciąż pogłębia :) Nigdy dosyć, to taki rodzaj samodoskonalenia. Co jeszcze mogę zrobić aby żyć w zgodzie z naturą? Całe mnóstwo rzeczy! Życie w mieście, w obecnych, "szybkich" czasach, wcale temu nie sprzyja. Moja ekologia sprowadza się zaledwie do segregowania śmieci, oszczędzania surowców oraz zdrowego odżywiania. Każde z nich to temat rzeka, w każdym z nich mogłabym jeszcze sporo poprawić. Wciąż myślę o zupełnej zmianie stylu życia, wyprowadzić się na wieś, wypisać się z tego miejskiego wyścigu do nikąd i przenieść się w inny rytm, ten ściśle związany z przyrodą. Ale chyba brakuje mi odwagi, to kompletne wywrócenie dotychczasowego życia do góry nóżkami. Może kiedyś...

A tymczasem: plastik, szkło, papier, kompost - oddzielnie. Ale to już normalka od kilkunastu lat, tak, że aż nie mogę zrozumieć, że ktoś tego nie robi... Prawie nic nie zostaje w kuble na odpady zmieszane, jak się dobrze posortuje. Ludzie jakieś wymówki mają, np. że mieszkanie za małe, aby zmieścić więcej niż jeden kubeł na śmieci... Co tu się tłumaczyć? Jak się chce, to można. Ja nie segreguję śmieci, bo mi ktoś kazał, tylko z mojej woli. Bo uważam to za słuszne. Chociaż kuchnię mam dość małą, ale i tak mieszczę w szafce śmieciowej kilka małych pojemników na różne rodzaje odpadów, które codziennie muszę wynieść. A jakieś argumenty, że wszystko wpada na jeden samochód, albo że sortownia wszystko zrobi, albo że to nie ma sensu, bo sortowanie w ogóle nie istnieje? Jakieś bzdury... a poza tym właściwie jakie to ma znaczenie? Niech każdy popatrzy na siebie. Segregowanie ma sens niezależnie co się z tym dalej dzieje w tym momencie. Przede wszystkim, segregowanie śmieci w domu zwiększa świadomość ile czego zużywamy, skłania do refleksji co można wykluczyć, co ograniczyć. Mam nadzieję, że ta świadomość niebawem zwiększy się na tyle, że ludzie pójdą po rozum do głowy i chociażby rynek opakowań wtórnych przejdzie jakąś przemianę.

Po co nam opakowania woielomateriałowe, po co nam pakowanie prawie każdego produktu w oddzielną foliówkę??? Ja chodzę na zakupy zawsze z torbami. Po zakupach też się z torbami idzie, ale to już w innym znaczeniu :) Co do wyboru produktów wybór coraz bardziej ograniczony... większość rzeczy made-in-china staram się omijać, ale to często mission-impossible jeśli nie ma alternatywy... Jak coś jest pakowane w blistry, z reguły bojkotuję. Do furii doprowadza mnie, że małe pierdółki, które mogłyby zupełnie nie mieć opakowania, albo jakieś skromne papierowe, są pakowane w plastikowe blistry o powierzchni bliskiej pół metra kwadratowego. Tym sposobem producent stara się wyróżnić swój mały produkt wśród miliona innych poprzez zwiększenie jego powierzchni na półce, aby potencjalny konsument miał na czym zawiesić oko. Bo w tych konsumpcjonistycznych czasach nie kupuje się rzeczy niezbędnych, tylko reklamowane. To walka o klienta i przekonywanie go aby kupował jak najczęściej i jak najwięcej tego czego kompletnie nie potrzebuje. Często już na etapie produkcji rzeczy projektowane są tak, aby się psuły i zużywały, abyśmy musieli wrócić i nabyć nowe. Punkty napraw poznikały, teraz się nie naprawia, tylko wymienia. To temat który mnie bulwersuje, staram się z nim pogodzić, jednocześnie walcząc w dniu codziennym na swą małą skalę. Naprawiam własnoręcznie co się da, staram się nadawać przedmiotom drugie życie poprzez kupowanie używanych (pchle targi są skarbnicą) oraz znajdowanie opcji innej niż wyrzucanie, na to czego ja już nie potrzebuję. Jednak czasem czuję, że ulegam pokusie ogromu otaczających nas pięknych, fajnych, to-mi-się-na-pewno-przyda lub bardzo-chcę-to-mieć przedmiotów... Ech, ten marketing i ludzkie słabości...

Jedzenie, to kolejny temat. Mięsa nie jem od kilkunastu lat, mój syn od zawsze. Powodów o takiej decyzji jest wiele, tak wiele jak wszyscy jarosze moga wymyślić, bo każdy z tych powodów jest istotny. Ale poruszę głównie ten, że nie do przyjęcia dla mnie jest, że zwierzęta miałyby żyć całe życie jak w Auschwitz po to, abym mogła zjeść kawałek czyjegoś ciała. Może jestem z innej planety, ale to dla mnie niemożliwe. Poza tym co się dostaje na talerz? Kotlet o zawartości połowy tablicy Mendelejewa. Do apteki nie trzeba iść, bo kotlet już wszystko zawiera. Zwierzęta się "leczy" zanim jeszcze zachorują, bo przy fabrycznych warunkach nie można sobie pozwolić na jakieś zagrożenia chorobami. Poza tym szprycowanie hormonami wzrostu, żeby było szybciej, czyli wydajniej.
Z warzywami i innym jedzeniem niestey też nie jest kolorowo.Sztuczne nawozy, środki ochrony roślin, nienaturalne warunki uprawy, modyfikacje genetyczne, to wszystko odbija się na naszym zdrowiu. Ostatnio jestem pod wrażeniem informacji o totalnej szkodliwości pszenicy, która w przeciągu ostatnich 40-50 lat została tak zmodyfikowana, że nie jest już właściwie pszenicą. 10 krotnie zwiększona wydajność pociągnęła za sobą zmianę wyglądu (zbyt ciężkie kłosy wymagały skrósenia i pogrubienia łodygi), a to pociągnęło za sobą szereg dyskretnych zmian, które wywołują lub wzmacniają dużo mniej dyskretne choroby... np. tak powszechną cukrzycę. Polecam, książka ma tytuł "Dieta bez pszenicy" (W. Davis)  niestety napisana w bardzo amerykańskim stylu...
Tak więc omijam co uznałam za niezdrowe, wykluczyłam mnóstwo produktów, czytam co kupuję. Nie używam jedzenia przetworzonego, staram się zawsze gotować w domu, ze świeżych produktów. Odzwyczaiłam się od tradycyjnego cukru, nie używam żadnych produktów zawierających słodziki, konserwanty czy wzmacniacze smaku. Warzywa i owoce w miarę możliwości wybieram ekologiczne. Jednak i to nie jest łatwe. Mnóstwo producentów oferuje produkty certyfikowane, jednak nie wiem jak to osiągają, że wszystkie buraczki, ziemniaczki czy pietruszki są jak z obrazka, proste, czyściutkie jakby rosły w laboratoryjnych warunkach, bez jednej dziurki od robaczka? Zastanawia mnie, jak się to osiaga bez używania środków ochrony roślin czy nawozów? Przecież bez tego marchewka rośnie jak chce i na pewno nie jest podobna do sąsiadki jak druga kropla wody... A sałata? U mnie w ogrodzie wszystko zjadają ślimaki albo inni amatorzy zieleniny. Żadne metody pozachemiczne nie są stuprocentowo skuteczne aby uchronić sałaty od choćby jednej dziurki. Ale marudzę... Mam nadzieję, że wciąż można znaleźć zdrowe jedzenie i że coraz więcej osób zechce zwracać uwagę, co kładą na swoim talerzu oraz na talerzach tych, których kochają. Pamiętajmy, że konsument w dużej mierze tworzy rynek, nie wymagajmy aby pomidorki czy jabłuszka zawsze wyglądały jak z reklamy, te bardziej krzywe czy z dziurką też są ok, a może nawet lepsze, bo jak robak zechciał coś ugryźć, to znaczy że się do tego nadało. Organizmy niższego rzędu często mają lepiej zachowane instynkty samozachowawcze, niż my.

Przy temacie jedzenia powraca kwestia opakowań. Kiedyś więcej przygotowywało się od podstaw we własnej kuchni, przynosiło się różne warzywa w jednej materiałowej siatce do domu i z tego przygotowywało się różne rzeczy i przechowywało w naczyniach wielorazowego użytku. Teraz, dla wygody, wszystko można kupić gotowe, w dużo wiekszej liczbie wariantów. Serki, paszteciki, pasty, jogurty i wiele więcej gotowego jedzenia typu "podgrzej, zjedz i zapomnij" wszystko w plastikowych pudełkach i butelkach, czasem jeszcze przyozdobione przez producenta papierkami i sreberkami dla podniesienia wizualnych walorów produktu. Efekt: góra śmieci... Temat - koło.

Ale się rozpisałam... na koniec chciałabym zaznaczyć że wszsytkie powyższe żale wynikają z moich luźnych przemyśleń, nie zawsze z jakichś żelaznych zasad, nie jestem żadnym skrajnym ortodoksem i z reguły dopuszczam możliwość, że mogę się mylić :) Nie miałam też zamiaru nikogo urazić, kto myśli/czuje/żyje inaczej niż ja. Jeśli tak się stało, bardzo przepraszam. I pozdrawiam!


Czas na zdjęcie, trochę spóźnione, bo długo nie miałam pomysłu na fotkę w temacie. Otóż pisałam, co robię aby być eko, a czego nie robię? Nie umiem oszczędzać wody :( Oj, kiepsko mi to idzie...



...jeszcze coś o zdrowym stylu życia. Ostatnio trafiłam na fajny blog vegejustyny, na którym jest mnóstwo zdrowych przepisów wegańskich i witariańskich, ale też piękne podziękowania w każdym poście, które mnie niesamowicie zauroczyły. Justyno, dziękuję Ci za Twoje podziękowania, rozświetliłaś mój dzień, chyba od dziś będę ich miała coraz więcej. Postaram się częściej niż do tej pory pamiętać o tak pięknym podejściu do życia!
I jeszcze filmik, na który również trafiłam u Justyny. Pan ma ciężką gestykulację, ale gada do rzeczy. Poniżej część 1 z 8, resztę można znaleźć na FaceTubie ;)







5 komentarzy:

  1. Zgodzę się, trochę trudny jest dzisiejszy temat, sama jeszcze nie do końca wiem jak zinterpretować. Ale weekend przed nami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O kobieto, ale się rozpisałaś..... :) I w większości się z Tobą zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to zaskoczona jestem, bo nie łatwo trafić na kogoś kto myśli podobnie. Z reguły się publicznie nie uzewnętrzniam z moimi poglądami, bo wystarczy, że powiem, że mięsa nie jadam, to patrzą się na mnie jakbym właśnie wylądowała z innej planety. Co ciekawe, tylko w Polsce mi się to zdarzało... niestety. Teraz po wyeliminowaniu pszenicy już mi nikt nie wierzy, że mi coś jeszcze do jedzenia zostało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie dziękuję za czytanie mojego bloga i za to , że o mnie wspomniałaś :-)
    Oj skąd ja to znam... ;) Za czasów wegetariańskich już wzbudzałam megasensację ( 25 lat temu wegetarianizm to jak UFO ) , teraz mój weganizm też wzbudza niemniejszą , może dlatego , że mieszkam na zadu...,

    Obserwując koszyki ludzi stojących przy kasie w kolejce ( niejednokrotnie ) zadziwia mnie to , że ci jeszcze żyją. W koszach są np paczkowane mięso , słodkie gazowane napoje , cukierki , ciastka , chipsy , zupki chińskie , dania z proszku ( swoją drogą jak można kupować sos pomidorowy w proszku ;P) , biały chlebopodobny ulepek w folii itp a bywa , że oprócz tego nie ma ani jednego owoca i warzywa.... zatrważające.

    Pozdrawiam bardzo <3

    OdpowiedzUsuń