4 paź 2013

MEGA wyzwanie FOTO - temat 10 - KSIĄŻKA

Temat na najbliższy tydzień to "KSIĄŻKA"
Przypominam, że zasady i wszelkie szczegóły dotyczące całego wyzwania znajdują się tutaj.

Nareszcie się zdecydowałam! Od kilku już lat marzyłam, aby sprawić sobie czytnik Kindle. W końcu nadszedł ten czas i przestałam odkładać to na "inną okazję". Po prostu kupiłam. Może i warto było czekać tak długo, bo teraz mam wersję Paperwhite, z dotykowym ekranem i zintegrowanym podświetlaniem. Po prostu: CUDO!

Moja książka, a potencjalnie niezliczona ilość książek, które jest w stanie pomieścić :) Prawie 2GB pamięci, pomieści ponad tysiąc książek! Dodatkowo możliwość przechowowania w chmurze.


Dla zainteresowanych napiszę trochę więcej o tym sprytnym ustrojstwie, bo mój stan zachwytu sięga zenitu. Nawet nie czuję jak mi się rymuje :)


Tryb czytania można przełączyć w uśpienie naciskając jedyny przycisk, który Kindle Paperwhite posiada lub po prostu pozostawiajac go, a zrobi to automatycznie. Wówczas pojawia się jeden z losowych screen-saverów, wszystkie przepiękne! Są to świetnej jakości zdjęcia przedstawiające przedmioty związane z piśmiennictwem, z reguły w dużym powiększeniu. Warto powiedzieć słowo o samym ekranie. Nie mam pojęcia jaki to typ ekranu ani w jakiej technologii zrobiony, bo się na tym kompletnie nie znam, ani też mnie nie ciągnie, aby się tego koniecznie dowiedzieć. Jednak chętnie opiszę swoje wrażenia, jako przeciętnego użytkownika :) Otóż: ekran jest boski! Po pierwsze, jest matowy. Niezwykle aksamitny, fenomenalny w dotyku, właściwie nie przyjmujący odcisków palców. Bajer! Całkiem serio. Mogłabym mieć taki w kompie. Fakt, że jest czarno-biały ...ale jakoś mi to nie przeszkadza, taka w nim jestem zakochana :) Obudowa za to wygląda na lekko zafajdaną... ale zapewniam, że na zdjęciach jest to wyolbrzymione w stosunku do rzeczywistości, nie jest ze mnie aż taka fleja... ;p


Ekran prawie nie świeci - jeśli tego nie chcemy. Świetnie sprawdza się to w ciemnych pomieszczeniach, wzrok się nie męczy, wrażenia są podobne jak przy czytaniu druku na papierze. W całkowitej ciemności okazuje się, że jednak wszystko widać, bo minimalne podświetlenie ekranu wystarczy, aby czytać pod kołdrą :) I nie potrzeba latarki. Jak dla mnie rewolucja! A jak chcemy aby mocniej świecił, to wielostopniowa regulacja podświetlenia ekranu pozwala dostosować jasność wg. własnych upodobań oraz do panujących warunków. W efekcie możemy wybrać pomiędzy efektem pożółkłych kart starych ksiąg, a świecącą bielą, której kontarst wygrywa nawet w pełnym słońcu, gdzie z reguły ekrany telefonów komórkowych są właściwie nieczytelne.


Kindle obsługuje pliki w formacie .mobi, jednak ma też możliwość konwersji z plików .pdf czy .doc i .docx. Jest to przydatne, ponieważ ekran jest stosunkowo mały (6'') i np. strona A4 po zmniejszeniu do takiego  rozmiaru jest mało czytelna, literki są ciupeńkie, a po konwersji do mobi rozmiar czcionki można ustawić i akapity z reguły się elegancko dostosowują.
Powszechne pliki .epub, w których często występują e-booki, można wcześniej przekonwertować w programie do tego przeznaczonym, np. Calibre, ale rozszerzenie .mobi nie jest problemem, księgarnie najczęściej oferują sprzedawane pozycje w obu formatach.
Książki możemy wgrywać na wiele sposobów, np. za pomocą kabla usb dołączonego przy zakupie Kindla. Inna metoda, to wysłać je ...mailem :) Tak, każdy użytkownik dostaje przydziałowy adres kindlowy :) Adres e-mail można odnaleźć w ustawieniach urządzenia. Wtedy wystarczy wysłać pliki mailem, a one po dość krótkim czasie pojawią się na urządzeniu (pod warunkiem, że Kindle będzie połączony z internetem, a o tym za chwilę.
Ten sam kabel służy do ładowania. Trwa to 4 godziny i wystarcza na ... uwaga! ...aż 8 tygodni!

Ale wracam do wysyłania plików mailem, ponieważ są chyba jakieś zabezpieczenia, aby zapobiec odbieraniu spamowych treści na kindlu. Zamieszczam krótką instrukcję jak dodać adres mailowy nadawcy do zaufanych adresów na swoim koncie Amazon:
  • zaloguj się na swoje konto na Amazon.com,
  • odnajdź zakładkę "Your Account",
  • przejdź do sekcji "Digital Content" i w niej odnajdź "Manage Your Kindle",
  • wejdź w sekcję "Personal Documents Settings",
  • na dole ekranu odszukaj sekcję "Approved Personal Document E-mail List",
  • kliknij w "Add a new approved e-mail address" i w okienku wpisz adres lub adresy, z których chcesz odbierać pliki.
Zachwyciło mnie to, że jak wyśle się mailem plik w Wordzie, zostanie on automatycznie przekonwertowany do formatu .mobi, co ułatwia czytanie na Kindlu. Jak to odkryłam, od razu zaczęłam tworzyć kolekcję przepisów kulinarnych. Tak, tak, już znalazłam inne zastosowanie dla mojej nowej zabawki, nie tylko czytanie książek :) Kopiuję interesujący przepis z netu, wklejam do worda i lu! go mailem na kundla! Super łatwe w obsłudze, wygodne w kuchni, szybko się włącza, wyłącza, wyszukuje. Wspomniałam o kolekcji, jest to bardzo przydatna funkcja, można sobie porobić coś na kształt folderów z książkami, aby je pokategoryzować wg. uznania. U mnie jedna z kolekcji to właśnie przepisy kulinarne :)


Poza tym kundel oferuje wiele wygodnych funkcji, jak zakładki, podświetlenia tekstu, a nawet notatki, dostosowywanie kroju i rozmiarów czcionek, od całkowitego maczku aż po bycze fonty dla ślepców. Landscape view też możliwy.
Kolejna opcja, która mnie powaliła, to słownik dostępny z poziomu książki. Po zakupie na urządzeniu był już załadowany opisowy słownik angielski (The New Oxford English Dictionary, wierzę, że inne również można zakupić, ale tego jeszcze nie zgłębiłam). Wystarczy dotknąć 2-3 sekundy wyraz, którego nie znamy, a wyświetli się okienko z tłumaczeniem, z możliwością przejścia do szerszej definicji tego słowa.



Obiecałam wrócić do kwestii internetu. Kindle Paperwhite oferowany jest w dwóch wersjach z 3G lub z Wi-Fi. Pożałowałam trochę, bo różnica w cenie była diametralna i łyknęłam za 109 funtów (kupowałam w Londynie, Kindle z 3G kosztowałby 169 funtów, a i tak był niedostępny, więc nie było dyskusji). Wydedukowałam, że skoro przez wi-fi mogę w kilka sekund ściągnąć parę książek, które później czyta się godzinami, to przecież w zupełności wystarczy. No i racja, tyle, że później odkryłam coś, o czego istnieniu nie wiedziałam i czego się kompletnie w Kindlu nie spodziewałam, a mianowicie Experimental Browser. Wyobrażacie sobie?? Mogę normalnie internet na tej pierdółce oglądać! Jak już wspominałam w monochromie, ale jednak :) Taki dodatkowy dżings.


Dżizzz, ale zachwalam, wygląda prawie jakby mi amajzon coś posmarował za wychwalanie ichniego produktu... wierzcie mi, nic takiego, ja po prostu cieszę się jak dzecko z mojego nowego pupilka :) Pozdrawiam miłośników kundelków! Moje ochy i achy wynikają chyba z tego, że spodziewałam się po Kindlu zwykłego czytnika do książek, a okazał się on dobrze pomyślanym komputerkiem oferującym przydatne przy czytaniu i obsłudze dokumentów tekstowych funkcje:) Kto poczytał powyższe, pewnie już się sam napalił na zakup, a jak ktoś woli, artykułów z mniej lub bardziej obiektywną krytyką tegoż samego, można w internecie znaleźć na pęczki. A ja mam prawo do wychwalania pod niebiosa tego, czym się aktualnie, jak murzyn blaszką, cieszę. O!





3 komentarze:

  1. O rany, dziewczyno mogłabyś pracować w reklamie :) Gratuluje udanego zakupu i życze miłego czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jakoś nie jestem przekonana do czytników... Chociaż mają plus- nie trzeba ich odkurzać :)

    OdpowiedzUsuń