16 kwi 2013

'Róbmy swoje' - identyfikacja kluczy


Lubię duże breloki, bo łatwo je znaleźć :) Zdecydowałam się stworzyć dedykowane zawieszki do kluczy do różnych miejsc w moim obejściu: dom, garaż, piwnica, szopa. Poniżej proste instrukcje.






Użyłam "obrączek" plastikowych z butelek pet (5l), metalowego kółka do kluczy, resztek włóczek bawełnianych, plastikowej "szybki" (można je znaleźć w opakowaniach artykułów spożywczych lub kosmetycznych) oraz uprzednio przygotowanych, wydrukowanych zdjęć miejsc, do których klucze pasują. Nożyczki i szydełko odpowiednie do użytej włóczki.


Plastikowe kółka powlekłam włóczką, każde innym kolorem, wyszło około 50 półsłupków, może to być inna liczba, ale powinna być identyczna dla obu kółek.



Pomiędzy nimi dopasowałam zdjęcia, z obu stron przykryte "okienkami".




Połączyłam oba kółka za pomocą słupków (50) i za pomocą kilku oczek łańcuszka zamocowałam metalowe kółko i klucze.



Pierwszy gotowy, zrobię cały komplet :)

DIY czyli 'RÓBMY SWOJE'

Pamiętacie? Ja pamiętam - kiedyś dawno, jak jeszcze nie sięgałam dobrze ponad stół, był w telewizji program edukacyjny "Zrób to sam" wyświetlany cyklicznie, prowadzony przez Adama Słodowego. Opowiadał z wielkim przejęciem i dokładnością o różnych przedmiotach i udogodnieniach, które można zrobić samemu, w warunkach domowych. Właśnie znalazłam go na youtube. Człowiek-legenda! Robił to ze swoistym wdziękiem i entuzjazmem, którym zarażał innych i motywował do działania.

To było jeszcze przed erą made-in china i 1001-drobiazgów-z-ropy! Teraz pączkują w necie przepisy na samodzielne wykonanie wszystkiego, łącznie z galanterią z plastikowych reklamówek, kapciami z opon czy biżuterią ze spranych tiszertów. Niektóre z nich do mnie nie przemawiają, ale jest dość pokaźna grupa hendmejdów, które mnie zainteresowały. Głównie swoją oryginalnością, estetyką oraz pomysłowością wykorzystania rzeczy, które normalnie kwalifikujemy do wyrzucenia. Jest coś magicznego w materiałach i przedmiotach, które w ostatnim momencie uchyliły się od niebytu i dostały drugie życie. I w dodatku prezentują się o wiele lepiej niż większość tych ze sklepu. A dlaczego? Bo ktoś poświęcił im więcej czasu, zaangażowania i serca :) Ważnym atutem jest też niepowtarzalność, istotna cecha w erze masowości. Wiadomo, że szybciej i czasem taniej jest kupić gotowca, ale równie szybko się nudzi. Taki los raczej nie spotka własnoręcznie dopracowanego przedmiotu. Twórzmy nie tylko dla siebie, można w ten sposób obskoczyć prezenty dla znajomych lub zasilić akcje charytatywne, przedmioty jedyne-w-swoim-rodzaju cieszą się tam dużym powodzeniem.

Zauważyłam, że przedmioty, które wykonam sama, dużo częściej zbierają pochwały znajomych. Są dostrzegane i  budzą spore zainteresowanie, czasem lawinę pytań a następnie ochów i achów, nierzadko również błysk zazdrości w oku, że takie mi się udało, talent mam czy co? A zaraz później - zróóóób mi też takie, namaaaaluj i dla mnie, wydzieeeeergaj przy okazji drugie :) Miłe to bardzo!

Jako dziecko potrafiłam po szkole biec do papierniczego, tylko po to by stać tam godzinę i oglądać artykuły na półkach, wdychać zapach zeszytów, kredek, farb i nowości. A nie były to czasy hipermarketów, niewiele było sklepów samoobsługowych. "Mój" papierniczy był tradycyjnym sklepem z ladą i ekspedientkami. Jeśli chciało się coś obejrzeć, należało o to poprosić, wówczas pani podawała i czekała, bardziej lub mniej cierpliwie, aż się naoglądamy i  podejmiemy decyzję o zakupie. Nie ułatwiało mi to nasycenia zmysłów :) To zamiłowanie do szeroko pojętych artykułów papierniczych, a nie chodzi tu tylko o papier, a też o przeróżne akcesoria do robótek ręcznych i prac technicznych, zostało mi do dziś. W sklepie dla plastyków ślinię się bardziej niż w cukierni :) Korci mnie do radosnej twórczości, nie ma rady, trzeba działać :)
Niniejszym otwieram cykl postów not-made-in-china pod wspólnym, wymownym tytułem 'Róbmy swoje'.

10 kwi 2013

7 day Photo Challenge!

Taką fajną rzecz znalazłam! I mnie wciągnęło absolutnie! Pewnie takich akcji na pęczki w necie, ale dla mnie nowość i debiut więc się ekscytuję jak dziecko.

Muszę nadrobić braki z dwóch dni, bo spóźnialska jestem. Na moje usprawiedliwienie zeznaję, że mam to zapisane w genach. Po mamusi. Na bank!
No to JAZZZZDA!!!



DZIEŃ 1:     Mój profil

Nic dodać nic ująć. Mój blog to moja ostatnia fascynacja. Sprawia mi frajdę robienie zdjęć i notek.




DZIEŃ 2:     Gra

Gra prosta i wszystkim znana. Chociaż jestem  zakręcona kompletnie na punkcie dalece bardziej skomplikowanych planszówek i mam ich pierdyliard, zdecydowałam się na foto kości, bo czarny i biały to wg mnie idealne połączenie kolorów. Hipnotyzuje mnie wręcz :)

 

DZIEŃ 3:      W torbie

Zadaniem było pokazać jakie skarby mamy w torbie. Oto mój skarb w torbie :) Muszę się przyznać, że trochę nagięłam zasadę, że zdjęcie musi być nowe, zrobione specjalnie na to wyzwanie. Tak więc zrobiłam nowe zdjęcie starego zdjęcia, bo odkąd zobaczyłam hasło "w torbie" już nic innego nie mogło się objawić. Tylko mój największy skarb! Teraz mi jeszcze urósł i ciężko byłoby znaleźć na niego torbę ;)

... a moja inna kobieca natura ujawnia się na tym zdjęciu w postaci napisu na torbie...

 

DZIEŃ 4:      Zimny

Ice Age mamy tego roku. Wiosny ni ma! Przyjdzie jeszcze? Może zabłądziła...

 

DZIEŃ 5:      Blisko


DZIEŃ 6:      Żółty

Jeszcze musicie poczekać, wciąż pracuję nad żółtą interpretacją :) w międzyczasie moja ulubiona, animowana interpretacja "yellow" coldplay:



OK, jestem gotowa!
Miałam dwa pomysły.
Pierwszy - wybrać coś co jest zawsze żółte i zrobić zdjęcie czarno-białe.
Drugi - wybrać obiekt, który żółty na pewno nie jest (i nie bywa) i nadać temu żółtą barwę w programie graficznym.
Chyba przekora ze mnie wyłazi...

Pomysłem mojego syna wybór padł na oko. Oto ono: oko :)










DZIEŃ 7:      Ulubione w kwietniu

Moje ulubione zajęcie w kwietniu to fotografowanie :) Bardzo dużo frajdy sprawiło mi uczestniczenie w tym wyzwaniu foto zorganizowanym przez Ulę - bardzo dziękuję!
Szybciutko zrodził się pomysł zorganizowania u siebie podobnego czelendża. Zapraszam wszystkich na wyzwanie fotograficzne u Panny Pikotki :) Już w maju - dokładna data zostanie podana w osobnym poście wkrótce.

>>> Mały apdejt >>> Wyzwanie foto odbędzie się od 13 do 19 maja! Tędy proszę!


Moje ostatnie zdjęcie do 7 dnia wyzwania pt. "ulubione w kwietniu" to znów oko, tym razem szklane :)





Dostałam wyróżnienie!

Mój blog został wyróżniony przez Magdę Z z "domowego kącika". Bardzo mi miło i dziękuję za ten zaszczyt.



9 kwi 2013

Obecnie na drutach...

Robię już kolejną chustę, tym razem Ginkgo. Bardzo dobrze robi mi się z Malabrigo, dlatego kontynuuję tę samą niteczkę :) kolor Playa. Już zakończyłam wzór podstawowy i zaczęłam lejsik więc niebawem pokażę efekt końcowy.


Wiosna


7 kwi 2013

Po urlopie...

Fajnie było, ale się skończyło. Muszę przyznać, że ten urlop był wyjątkowo wypoczynkowy. Z reguły bardzo aktywnie spędzam czas, a tym razem postanowiłam po prostu odpocząć. Czułam się już tak przemęczona, że wydawało mi się to najrozsądniejszym rozwiązaniem. Moimi głównymi zajęciami było czytanie książek (przeczytałam Janion i Grocholę dla równowagi), oglądanie filmów (a właściwie moich ulubionych seriali: Desperate Housewives i Grey's Anatomy), granie w planszówki i robienie na drutach :) Na dwór pofatygowałam się tylko na kilka niezbyt długich spacerów. Brrr! Zima nie odpuszcza :( Byliśmy w górach, więc wszędzie leżało jeszcze sporo śniegu. Mam już dość ciągłego zimna, słońca mi trzeba!!!

Nie mam zbyt wiele czasu na pisanie, bo po powrocie jak zwykle góra prania i innych zajęć, więc pochwalę się zdjęciowo.


Kochane malabrigo ...fantastycznie się z tego dzierga!


 Postępy prac nad chustą Dragonfly Wings




Skończone! Przed blokowaniem...



  ...w trakcie blokowania - metoda wakacyjna: wykładzina i pinezki znalezione w szufladzie :)


 ... i po blokowaniu. Efekt naprawdę super! Chusta zebrała już mnóstwo komplementów,  bo pochwaliłam się nią w pracy :) Trudno sobie samej zrobić zdjęcie, ale coś niecoś widać: